rozdział 3

sobota, 2.stycznia.2010, 16:04
Przyznam się bez bicia. ;D Nie było mnie tu długo i szczerze mówiąc nie zdawałam sobie spawy, że aż tak. Nie chcę tu gadać, że nie pisałam, bo nie miałam czasu, chociaż to jest w pewnym sensie prawdą ( szkoła itp.). Nie miałam pomysłu co tu wklepać i w końcu zapomniałam o tym opowiadaniu. Później notkę miałam gotową, ale problemem było przepisanie tego na komputer. Teraz, gdy czasu miałam trochę więcej ( kocham święta xd) zebrałam się w sobie i wkleiłam na mylog.pl tą jakże okropną notkę.
Przepraszam i pozdrawiam.
~Maddy


Często zastanawiałam się jak to jest kogoś kochać. Nie mówię tu o miłości rodzinnej tylko o tej drugiej, która rodzi się z czasem. Nierozumiem jak można kochać w jednej chwili, a w następnej już nienawidzić. Przecież nie można w tym tempie zmienić w sposób tak drastyczny własne uczucia. Tak sądzę...
- Panno Barlbort, proszę, powtórz moje ostatnie zdanie - wyrwał mnie z zamyślenia zażenowany profesor Flictwick.
Niestety nie byłam w stanie spełnić zachcianki nauczyciela i w jednej chwili spłonęłam rumieńcem.
Domyślawszy się, że nie otrzyma żadnej odpowiedzi Flictwick kontynuował dalej swoją nużącą wypowiedź. Nie było moją winą, że nie słuchałam. Mimo połowy września, przez długie okna, do sali wlewało się rażące światło, a powietrze było ciężkie i gorące. Nawet najwięksi prymusi nie mogli skupić. W dodatku była to ostatnia lekcja.
Gdy Flictwick powiedział to co miał powiedzieć i zadał co miał zadać ( a nie było tego mało ) wypuścił uczniów z sali.
Ślamazarnie, tak jak zresztą inni, wyszłam z zamku i podreptałam na błonia. Spacerując dotarłam w urocze miejsce, nie daleko jeziora. Za jednym z pagórków można było usiąść w cieniu, będąc zasłoniętym od gwaru i oglądać wszystko co działo się na tafli wielkiego błękitu a mianowicie na ptaki i różne magiczne stworzenia wyskakujące ( niestety rzadko ) z wody. Piękny widok.
Siedząc tak rozmyślałam dalej o miłości, ludziach, szczęściu i smutku. Było mi nadzwyczaj dobrze i rozkoszowałam się chwilą odpoczynku. Wiatr znad jeziora czule pieścił moją twarz, a słońce grzało moje wyciągnięte ku niemu nogi. Przymknęłam powieki i oddychałam świeżym powietrzem. Tego było mi dzisiaj trzeba.
Z chwilą zaczęłam słyszeć zbliżające się kroki. Żegnaj, pomyślałam, tak rozkoszne momenty bywają o wiele za krótkie.
Kroki ustały. Powoli otworzyłam oczy i skierowałam twarz na niechcianego przybysza.
- Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony przybysz.
- Siedzę - odpowiedziałam na prymitywne pytanie.
- No widzę, ale czemu tu? Do tego miejsca nikt nie przychodzi
Przekręciłam oczami. Czyżby to jakiś neandertalczyk z Slytherinu?
- Ty przychodzisz
Chłopak przyjrzał mi się uważnie. Zachciało mi się śmiać.
- Przychodzę tu od kilku lat i do tej pory przychodziłem tu tylko ja
- Skąd ta pewność? - spytałam. Dialog zaczynał mnie już trochę nudzić.
- Często tu przychodzę
Teraz to ja zaczęłam przyglądać się chłopakowi. W oczy rzuciły mi się niebieskie barwy.
- Ravenclaw? - spytałam nie kryjąc zdziwienia.
- Tak, szósty rok
- Ja tak samo...
Na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. Trochę zbiło mnie to z pantałyku.
- Przecież wiem
- Ale ja nie. To znaczy - wzięłam głęboki oddech - nie wiem, że znamy się sześć lat.
- Sporo czasu - tym razem uśmiechnął się jakoś inaczej, ale jak? Sama nie wiem - Jestem Paul Catterbrick.
Wyciągnął do mnie rękę.
- Madeleine Barlbort - uścisnęłam jego prawice - ale mów mi Maddy.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


2009
lipiec (3)

2010
styczeń (1)





Szablon został wykonany własnoręcznie przeze mnie.! Podoba się.? To rączki przy sobie.!